Forum

Od dziennikarza: jak być etycznym mięsożercą? - wypowiedzcie się

Obserwuj wątek
Tygodnik Powszechny
Tygodnik Powszechny
ponad 3 lata temu cytuj

Drodzy Blogerzy Kulinarni,

nazywam się Michał Kuźmiński, jestem dziennikarzem "Tygodnika Powszechnego". Przygotowuję tekst o tym, jak jeść mięso i postępować zgodnie z etyką - i czy to w ogóle możliwe? Chciałem Was zapytać o Wasze wybory i decyzje. Bardzo Wam będę wdzięczny za odpowiedź choć na jedno z poniższych pytań.

- czy zwracacie uwagę na pochodzenie mięsa, które wybieracie? W jaki sposób je wybieracie i czym się kierujecie?
- czy jesteście gotowi zapłacić więcej za mięso, co do którego macie pewność, że pochodzi z hodowli szanującej zwierzęta? O ile więcej?
- czy jesteście czasem skłonni zrezygnować z jedzenia mięsa, jeśli nie macie pewności, w jakich warunkach żyło zwierzę?
- czy mówicie dzieciom o tym, skąd się bierze mięso?

Jeśli możecie odpowiedzieć choć na jedno z tych pytań - będę Wam bardzo wdzięczny. Naturalnie, będę także wdzięczny za wszelkie własne, dodatkowe spostrzeżenia i uwagi.
Jeśli wolicie na priv, mój adres to kuzminski@tygodnik.com.pl . Odpowiedzi chciałbym wykorzystać w przygotowywanym przez siebie tekście. Jeśli wolicie wypowiadać się anonimowo, proszę o zastrzeżenie tego w odpowiedzi.

Dziękuję i pozdrawiam!
Michał

gałązka
gałązka
ponad 3 lata temu cytuj

Ciekawe pytanie. Jestem wegetarianką i wydawało mi się oczywiste, że aby "jeść etycznie" trzeba po prostu zrezygnować z mięsa. Dlaczego? - nawet hodowane w najlepszych warunkach zwierzęta są w końcu zabijane, są hodowane po to, by je zabić.

Ale.

Mam wśród znajomych osoby, które jedzą mięso, ale w ograniczonej ilości i tylko określone rodzaje. Np. nie jedzą kurczaków, bo one są hodowane w najgorszych warunkach i ich mięso jest naszpikowane największą ilością "polepszaczy". Głównym względem nie jest dla nich jednak etyka, ale własne zdrowie.

Problemem w Polsce jest brak informacji/brak zainteresowania konsumentów tym, skąd bierze się jedzenie na ich stole. Niezależnie od tego, czy kupują kiełbasę czy pomidory - nie dostają informacji skąd to jest, w jakich warunkach zostało "wyprodukowane". Wierzą, że "przecież to jest kontrolowane i dopuszczone do spożywania" - co jest oczywiście bzdurą. Tzn. jest kontrolowane, ale wiele kontroli wykazuje, że np. informacje na etykiecie są niezgodne ze stanem faktycznym albo etykiety wprowadzają w błąd. Poza tym kontrole w zakładach produkujących żywność są zapowiedziane, wszyscy wiedzą co to znaczy ;-)

Czy byliby skłonni zapłacić więcej? - może niewielka część, zdecydowana większość moim zdaniem kieruje się ceną. Z drugiej strony - czy to musi więcej kosztować? Mam znajomych, którzy regularnie kupują mrożone kurczaki od rolnika, płacą za nie tyle co za te ze sklepu. Można?

Wracając do sedna - myślę, że można mówić o mięsie w kontekście slow food, czyli hoduję sobie świnkę (albo jakiś rolnik hoduje), a potem ją zjadam. Ale na pewno nie o etyce, bo przecież jest zwierze.

Mój ulubiony przykład to oburzenie ludzi, jeśli ktoś zje psa albo kota. A jak zje świnkę czy królika, to jest OK?

Ciekawa jestem tego artykułu, który powstaje - rozumiem, że to pewnie zainspirowane kolejną "miesną" aferą.

aniczka
aniczka
ponad 3 lata temu cytuj

To chyba jeden z głośnych problemów ostatnich lat. Idealna wydaje mi się być metafora Kozyry - "Piramida zwierząt". Autorka pokazuje hipokryzję człowieka, który uważa się za współodczuwającego, mimo zajadania się na co dzień mięsem. Ale niestety taka prawda, jesteśmy mięsożercami i nic tego nie zmieni. Można owszem z tego zrezygnować, ale to decyzja tylko indywidualnych jednostek.

Sama zawsze byłam świadoma pochodzenia mięsa, jednak nie do końca procesu jego przetwarzania. Bo chyba każdemu dzieciakowi można powiedzieć, że to co ma na talerzu było kiedyś kurczakiem, świnką czy krówką, a problem pojawia się wtedy, gdy trzeba by było wyjaśniać to, jak do tego doszło, że zwierzątko wygląda teraz tak, a nie inaczej. Myślę, że każdy spożywający mięso uruchamia w sobie mechanizmy znieczulicy, po prostu nie myśli o etyce, a wchodzi w codzienny rytuał spożywania, który gwarantuje mu funkcjonowanie.

Jakub.J
Jakub.J
ponad 3 lata temu cytuj

Ciekawa teoria o "etycznym" człowieku. Nie ma ludzi etycznych, bo etyka to ideologia, jak religia i to jest dorabianie sobie ideologii, aby mieć czyste sumienie. Mięsożerca, który uważa, że zwierzęta nie myślą i nie odczuwają, a są tacy przecież i to w większości, mają też czyste sumienie.
Nie popieram wegetarianizmu, ponieważ to brak szacunku i "etyki" wobec ludzi głodujących na świecie. My wybrzydzamy, podczas gdy dziesiątki milionów, ba setki milionów, marzą o kawałku mięsa. Uważam jednak, że należy zachować umiar i jeść tyle, ile to potrzebne. W bogatych krajach, 80-90 procent osób jada mięso codziennie, ja bym nie mógł bo mam delikatny żołądek i po mięsie jest mi ciężko. Jedzenie mięsa 2-3 dni w tygodniu, na obiad, 4-5 na kolację lub śniadanie to max, więcej nie potrzeba. Nie wybrzydzam, czy ma to być drób, wołowina, wieprzowina, jagnięcina, itd. Nie zgadzam się, że drób jest najbardziej "etyczny" z bardzo prostego powodu - kurczaki sa młode, głupie i nieświadome, co innego dorosłe lub nawet młode świnie, o wiele inteligentniejsze z większymi mózgami, krowy ciut głupsze, ale także myślące i posiadające, jakąś tam świadomość.
Bycie etycznym mięsożercą to prostu racjonalizm i brak wiary w jakieś oszołomstwo, tak popularne w bogatych krajach. Gdy człowiek odmawia jedzenia mięsa, niech pomyśli o tych głodnych czy biednych, których jest blisko 3 miliardy, a będzie więcej, którzy są zmuszeni do jedzenia miski ryżu czy pajdy chleba, z dodatkiem jakiegoś warzywa, w okresie wiosenno-letnim, bo żadnych "przetworów" w okresie zimowych się nie jada. Z bardzo prostej przyczyny - nie stać nikogo na to. Polacy żyją w luksusie, o czym zapomnieli chyba, szkoda, że nam też odbija tak jak tym, którzy są jeszcze bogatsi.

Jakub.J
Jakub.J
ponad 3 lata temu cytuj

Odpowiadając konkretnie na pytania:
1. Tak patrzę na pochodzenie każdego produktu, nie ważne czy to mięso czy jabłko czy telewizor. Pochodzenie ma dla mnie decydujące znaczenie, bo z tego się bierze jakość. Jestem zwolennkiem żywności lokalnej, produktów pochodzenia (apelacje, oznaczenia geograficzne), slow food, produktów rzemieślniczych - ogólnie żywność wysokiej jakości. Znam znaki jakościowe, w tym systemy jakości mięsa typu QMP, ale trudno na nie trafić.
2. Jestem gotów zapłacić, ale nie więcej niż 10-20 procent. Nie ma czegoś takiego jak "hodowla traktująca dobrze zwierzęta". Jedynie produkt lokalny albo "od chłopa", slow food jako napisała poprzedniczka daje taką "gwarancję". Absolutnie nie wierzę w żywność ekologiczną, znam temat i uważam to za jedno wielkie oszustwo, nie ma żadnej pewności, że mięso ekologiczne jest faktycznie ekologiczne, certyfikaty można sfałszować lub podmienić, znam przypadki.
3. Z mięsa zawsze można zrezygnować, podobnie jak z jabłka czy każdego innego produktu. Wczoraj zrezygnowałem z zakupu Kiełbasy Lisieckiej, bo nie byłem w pełni przekonany, że to oryginał. Sklep nie dał mi gwarancji na to.
4. Dzieci nie posiadam póki co, więc nie wiem, ale z obserwacji wiem, że dzieci do pewnego wieku są i tak nieświadome. Uważam jednak że w szkole powinno się tego uczyć, np. skąd się biorą jajka czy mleko, niekoniecznie mięso. Nieświadomość dzieci w tym względzie jest coraz większa, szczególnie w dużych miastach.

ola
ola
ponad 3 lata temu cytuj

Jakub, nakłanianie wegetarian do myślenia o głodnych i biednych wydaje mi się być paradoksem. To, że zwierzęta mięsne przejadają więcej pożywienia niż same "produkują",nie jest żadną tajemnicą. By wyprodukować 1kg wołowiny potrzeba 10kg zboża, na 1kg wieprzowiny 4-5,5kg zboża, na 1kg drobiu 2.1-3kg zboża. Wnioski nasuwają się same, tak mi się przynajmniej wydaje. Jeżeli również myślimy o tych spragnionych, bez dostępu do wody pitnej (będzie jakiś miliard), to warto zauważyć, że na produkcję 1kg wołowiny zużywa się prawie 15,5 tys. litrów wody, na 1kg wieprzowiny prawie 6 tys. litrów, a drobiu 4,3 tys. litrów wody.
Serio. I nie, nie jestem wegetarianką.

Tygodnik Powszechny
Tygodnik Powszechny
ponad 3 lata temu cytuj

Bardzo wszystkim Państwu dziękuję za wypowiedzi! Wprawdzie tekst musiałem zamknąć w piątek, nie zdołam więc w nim skorzystać z wszystkich Państwa głosów, ale cieszę się, że wywiązała się bardzo ciekawa - i ważna - dyskusja.

Jakub.J
Jakub.J
ponad 3 lata temu cytuj
ola: Jakub, nakłanianie wegetarian do myślenia o głodnych i biednych wydaje mi się być paradoksem. To, że zwierzęta mięsne przejadają więcej pożywienia niż same "produkują",nie jest żadną tajemnicą. By wyprodukować 1kg wołowiny potrzeba 10kg zboża, na 1kg wieprzowiny 4-5,5kg zboża, na 1kg drobiu 2.1-3kg zboża. Wnioski nasuwają się same, tak mi się przynajmniej wydaje. Jeżeli również myślimy o tych spragnionych, bez dostępu do wody pitnej (będzie jakiś miliard), to warto zauważyć, że na produkcję 1kg wołowiny zużywa się prawie 15,5 tys. litrów wody, na 1kg wieprzowiny prawie 6 tys. litrów, a drobiu 4,3 tys. litrów wody.
Serio. I nie, nie jestem wegetarianką.

Zgadzam się, napisałem tylko, że wegetiarianim nie jest wcale "etyczny", bo nie ma czegoś takiego jak "powszechna/ogólna etyka". To, co jest etyczne, zależy od tego, kto ma jaki światopogląd. Dla wegetarianina nieetyczne jest jedzenie mięsa, a dla innej osoby, picie alkoholu, dla jeszcze innej, spożywanie zagranicznych produktów, itd. Wegetarianim to nic innego jak luksus bogatych, zasobnych w surowce, wodę i technologie, społeczeństw. Ja tego ludziom nie zabraniam, ale nie toleruję pouczania innych, tego co dobre, a co nie. Każdy ma własne sumienie.

ola
ola
ponad 3 lata temu cytuj

też prawda. tylko jeszcze dodam, że wegetarianizm jako taki wywodzi się ze starożytnych Indii, więc to nie jest jakiś nowoczesny wymysł bogatych społeczeństw. dzisiaj w Indiach jakieś 30%-40% społeczeństwa jest wegetarianami, wcale niekoniecznie z powodów ekonomicznych, a kulturowych, religijnych czy duchowych. pozdrawiam!

Zaloguj się, aby odpowiedzieć