DeeDeeLicious

Jestem… Kobieta urodzoną w latach 80-tych, wychowaną na tartym jabłku z visolvitem, gumach donald i pomarańczach w Wigilię. Dzieckiem, które jako niemowlę miało umrzeć z głodu, bo NIC nie chciało jeść. Teraz za to nadrabiam z nawiązką. Wierną fanką makaronów pod każdą postacią. Nie wierzę, że węglowodany tuczą ;) Ciążową smakoszką ziemniaków ze śmietaną :D Matką Polką dwóch dobrze odżywionych córek. Kucharką w kuchni, damą w salonie i… tak dalej ;) Mieszkanką mniejszego miasta, które kocham szczerze za to, że jest mniejsze i nienawidzę za fakt, że nie jest większe. Mistrzynią zapiekanki z niczego i sałatki ze wszystkiego. Żoną swojego męża, której temperament wyraża ognisty kolor włosów. Lekko chłopina nie ma, więc niewielkie straty moralne rekompensuję mu zapełniając żołądek rozmaitymi pysznościami. Obecnie dobija do 100kg ;) Gotuję… Dla przyjemności. Dzień, w którym zaczęłabym to robić z obowiązku, byłby dniem w którym moje córki miałyby pełne prawo wystąpić o azyl w miejscowym McDonald’s. Używam… Głównie świeżych, sezonowych, lokalnych produktów – bo takie pachną i smakują najlepiej. Malin z własnego krzaka niczym nie da się zastąpić. Od czasu do czasu półproduktów. W czasach, gdy nikt nie ma czasu, czasem są prawdziwym wybawieniem. Zawsze mam zamrożony płac ciasta francuskiego – tak, na wszelki wypadek. Nie używam… I pasjami nienawidzę kostek rosołowych. Raz kupiłam, raz użyłam, później nikt nie chciał jeść. Chińskiego czosnku, bo poza tym, że jest duży, nie ma kompletnie żadnych walorów. Kocham… Życie.