Gruszki na wierzbie

Pewnego dnia, za wiele, wiele lat, kiedy będę już stara, z siwymi włosami, tysiącami zmarszczek i brązowymi plamami na dłoniach, będę miała własny dom. Prawdziwy dom z mosiężną miednicą do robienia konfitur i babeczkami w metalowej puszce schowanej w głębi kredensu. Długi, potężny drewniany stół i firanki z kretonu... Rozkoszny ogródek, kury znoszące dobre jajka na miękko, koty polujące na nornice i psy ganiające za kotami. Rabatki z aromatycznymi roślinami, kominek, wygniecione fotele i pełno książek wokół nich. Białe obrusy, haftowane okrągłe serwetki, gramofon do słuchania tych samych oper co tata i kuchnię kaflową, na której będzie spokojnie dusiła się wołowina z warzywami. Mały domek. Stary, dyskretny, cichy, zarośnięty winobluszczem i dziką różą. Domek z balustradą wokół ganku... Z ciepłym gankiem, ogrzewanym słońcem przez cały dzień, na którym siadałabym wieczorami aby wyczekiwać powrotu czapli.. I stara szklarnia, która służyłaby za atelier... Anna Gavalda